sobota, lipca 13

THE BALLS


'I'm not here looking for an absolution
'cause I found myself an own solution'

Parę zmian again. Parę decyzji. I kilka zamkniętych starych spraw. Wielka ulga. Choć ja i moja depresja przyjaźnimy się, miło po raz pierwszy od dawna przez chwilę z nią nie przebywać ^^'

A może zatrudnię się w spożywczaku? 

Jest taki jeden specyficzny. Zakręcona Pani - bardzo nastawiona na dogadzanie ofertą swoim klientom. Narożny, mały i niepozorny spożywczak - powiedziałabyś... osiedlowy :D A w środku? Domowej roboty świeże i cieplutkie gofry! Domowej roboty pyszne lody! W tym o smaku portera o.O Mnustwo regionalnego niszowego piwa z browarów z całej Polski! A na samym środku witrynka. A na samej górze tej witrynki CAŁA półka produktów wegetariańskich! Od tofu, przez parówki sojowe - aż do domowych wege-pasztetów, które owa Pani sama piecze! Zakochauam się *.* Kraków Podgórze ul. Staromostowa - na rogu ;) Gorąco polecam. Sygnowano. Aua.

A ja mam dla ciebie na dziś prostą przekąskę, której poświęcę w najbliższym czasie kilka wpisów, bo miałam z tym niezły fun :D

PULPECIKI Z BAKŁAŻANA:                                                                                                         


składniki:

  • bakłażan 630g (dwa małe)
  • 1 mała cebula
  • 6 suszonych pomidorów
  • 1 ząbek czosnku
  • bazylia
  • bułka tarta (ok. pół szkl.)
  • oliwa z oliwek
  • sól, pieprz


wykonanie:
Cebulę posiekać w drobną kostkę i przesmażyć na oliwie z oliwek wymieszanej z odrobiną oleju (oliwa ma niski punkt spalania) lub zalewie z suszonych pomidorów. Bakłażana umyć i również posiekać w drobną kostkę. Dodać do cebuli. Podobnie suszone pomidory. Wcisnąć czosnek (ważne, że dopiero teraz, ponieważ szybko się przypala – wtedy robi się mega gorzki). Przesmażyć krótką chwilę i poddusić do miękkości pod przykryciem. Przełożyć do miski i wymieszać z bułką tarą i porządną garścią bazylii. Doprawić solą i pieprzem – pamiętając, że podczas pieczenia słoność i pikantność się intensyfikują. Formować kulki i piec chwilę w 200st do zrumienienia. Z podanej ilości wychodzi 20-25 kulek o wadze 30g. 



Z pulpecikami warto pokombinować. Najprostsze są bez suszonych pomidorów. Bardziej skomplikowane i niewegańskie – nadziewane kawałkami ciągnącej się mozzarelli. W wersji wegańskiej polecam do środka mango. Mango i bakłażan są świetną parą! Let's twist it up! And have fun ;)

I pamiętaj... jedzmy ładnie!










czwartek, maja 2

HAPPY BDAYDAYDAYDAY





'I almost remember your face       
But it's fading, but it's fading fast
Now that I remember the taste
It's a memory with a life to last'

                        Roisin Murphy 'Tell everybody'




Kolejne urodziny. Już po. Przeszło, przeskoczyło. Rachunek sumienia? Nic się nie zmieniło. Nie zmieniło się to, że moje życie nieustannie się zmienia - zaskakując mnie. Imagine. Rok temu pisałam, że leżę na kanapie na Wawrzyńca - skacowana i szykująca się na kopiec Kraka. Było sporo ludzi - których nie do końca się spodziewałam. Było intensywnie przez kilka chwil. I pozostał na mnie ZAPACH. Czyjś - prywatny, personalny zapach, który pachnie zawsze inaczej na innej skórze. Na mojej pachniał wybornie.
Teraz. Leżę pod sufitem na łóżku na Berka. Zjadłam pyszne tagliatelle z sosem truflowym - osobisty prezent urodzinowy. Przepijam równie pysznym sokiem pomidorowym. Wdycham mocno powietrze przez otwarte okno. Razem z tym powietrzem wdycham zapachy ludzi z mojej skóry. Woda w bojlerze jeszcze się podgrzewa, więc jeszcze je czuję. Czuję je intensywnie. W głowie mam slajdy. Ale nie muszę wiedzieć i pamiętać wszystkiego. Ważne, że wszystko CZUJĘ. CZUJĘ...

To co mam pod mostkiem - to uczucie - to jedno. To jest moje i tym się nie podzielę. Ale podobnie czuję się gotując. Kiedy ktoś przyciąga uwagę tylko do smaku - nigdy nie będzie smakoszem. Każde danie odbierasz wszystkimi zmysłami - nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy. A we wszystkich zmysłach moim zdaniem właśnie węch odgrywa najważniejszą rolę. Sprzedam ci teraz fajny letni przepis i jeśli go przyrządzisz - obiecaj mi - wchłoniesz go każdym zmysłem. I na jedną chwilę po prostu się zatrzymasz i najmocniej, najintensywniej jak możesz... zwyczajnie wciągniesz powietrze w nozdrza. Let's twist it up!

KRĄŻKI QUINOA MARCHEWKOWO-SZPINAKOWE z prostą sałatą i grzankami:




skład: 4 porcje
- 320g marchwi
- 150g ziaren quoinoa
- 90g cebuli
- 8 małych wiązek szpinaku
- 1/2 pora
- 2-3 ząbki czosnku
- sos sojowy
- imbir mielony, gałka muszkatołowa
- sól, pieprz kolorowy

sałata:
- świeży szpinak
- ogórek małosolny
- czerwona cebula
- żurawina suszona

+ grzanki na oliwie z oliwek
+ sos balsamiczny
(przepis na vinaigrette z sokiem z granatu i sos balsamiczny tutaj)

wykonanie:

Quinoę ugotuj w wodzie z odrobiną soli. Odstaw.
Rozgrzej oliwę w woku i podsmaż na niej cebulę. Następnie dodaj startą marchew. W tym czasie pokrój pora w pół-krążki i zblanszuj go wrzątkiem. Przepłucz go po chwili zimną wodą i dodaj do marchewki. Dodaj przyprawy. Podlej nieco wodą, ale niech warzywa pozostaną półsurowe. Na koniec dodaj czosnek i siekany szpinak. Zamieszaj do zmiękczenia szpinaku i odstaw.
Wymieszaj warzywa i quinoę rękami - miażdżąc masę między palcami, żeby dało się z niej formować krążki. Formuj je w rękach i piecz na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w 180st - przewracając w trakcie na drugą stronę. Niech z wierzchu będą delikatnie chrupkie.
Na talerzu rozłóż grubo siekany szpinak, krążki cebuli, plastry ogórka. Posyp żurawiną. Posól, popieprz i polej vinaigrette'm. Ułóż po 4 krążki na porcję i grzanki. Całość polej sososem balsamicznym. Smacznego!

                              ***                                 


'Cover your eyes
So you don't know the secret
I've been trying to hide'

                        Ellie Goulding 'Anything could happen'




wtorek, kwietnia 16

VEGAN SPRING

    

   
   Nie chciałabym zapeszyć pisząc to słowo, ale... shit... czyżby? ...wiosna? Siedzę przy stoliku w knajpie przyjaciela, sączę piwo i popalam leniwe papierosy. 
- Leniwce... - powiedział w tej sekundzie kolega, którego życiowym hasłem jest: 'nie chce mi się'. Zaraz idzie na uczelnię. Założę się, że nie pójdzie. 
    Ale ja mam wolne. W pełni leniwe wolne - pierwsze takie od dawna. Mogę patrzeć w słońce cały dzień. A jest na co patrzeć. 
    Coś dobrego i ciepłego dzieje się gdzieś w środku. Po łagodnym karaoke w Coco w czwartek, pokręconym piwie z Yanką w Alchemii w piątek i nostalgiczno-radosnym łikendzie z Mateuszem w Wawie - u J... rzeczy zdają się prostsze. 
    W tym momencie czas rozciąga się leniwie jak dawniej, a ja się uśmiecham. Nie wiem co ty robisz w tej chwili, ale ja po prostu siedzę. I po prostu się uśmiecham. A ludzie uśmiechają się do mnie. 

    Dla ciebie mam dziś dwie propozycje. Obu możesz skosztować w Spółdzielni. Z ukłonem w stronę wegan. 

KREM SELEROWY z prażonymi orzechami laskowymi                                    

Bardzo prosta w wykonaniu zupa. Zaskakuje wytrawnym smakiem, osiąganym głównie przez przybranie. To grubsze, chrupkie kawałki orzechów i posmak oleju orzechowego wieńczą dzieło!


skład: (4-5porcji)
  • 100g marchwi
  • 0,5kg selera
  • 50g pietruszki
  • 90g cebuli
  • 12g prażonych orzechów laskowych
  • tymianek
  • sól, pieprz
+ prażone orzechy laskowe do posypania 35g
+ olej z orzechów włoskich lub laskowych 

wykonanie:
    Posiekaj orzechy i podpraż na suchej patelni. Odstaw.
Pokrój drobno warzywa (lub rozdrobnij w robocie) i podsmaż w garnku na oleju ze sporą ilością tymianku, solą i pieprzem. Jak się lekko zrumienią, zalej wodą i gotuj do miękkości. Wyłącz gaz. Wsyp prażone orzechy i zblenduj całość. Ewentualnie Dopraw.
   Wlej porcję do talerza. Posyp prażonymi orzechami. Skrop olejem z orzechów włoskich. Podawaj.


WARZYWA STIR-FRY z tempehem i czarnym ryżem w sosie morelowo-imbirowym     

Drugie danie równie łatwe. A do tego wykonalne w 15 minut. I oczywiście zajebiście zakręcone! Let's twist it up!


skład: (4 porcje)
  • 320g marchwi
  • 110g czerwonej cebuli 
  • 225g kapusty białej 
  • 80g włoskiej 
  • 110g selera 
  • 1 pora 
  • 250g wędzonego tempehu 
  • sól
  • oliwa z oliwek
  • 2-3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
  • 4 garści (180g) czarnego ryżu lub taniej -> pół na pół czarnego

na sos:
  • 300ml  dżemu morelowego (najlepiej niskosłodzonego) 
  • 1 łyżeczka soku z cytryny ( 2-3, jeśli dżem jest mocno dosładzany)
  • ok. 3-5mm startego korzenia imbiru
  • 1 łyżka sosu sojowego  
  • 1  łyżeczka curry curry

+ cytryna i kiełki soczewicy do przybrania

wykonanie:
    Marchew, seler i pietruszkę pokrój w bardzo wąskie słupki. Por w pół-krążki. Kapustę białą w cienkie paski, włoską w średniej wielkości kawałki. Cebulę w niezbyt cienkie piórka. Wszystko wymieszaj w misce. Odstaw.
    Tempeh pokrój w plasterki.
    Ryż ugotuj z niewielką ilością soli. Odstaw.
    Rozgrzej w woku nieco oliwy z oliwek. Będzie trzeba wszystko podzielić na porcje, bo nie usmażysz wszystkich na raz. Wrzuć  plasterki czosnku na 10 sekund. Wsyp warzywa i krótko podsmaż na dużym ogniu. Osobno smaż plastry tempehu na patelni. Dodaj do woka ryż. Znów smaż krótką chwilę. Wlej sos. Wymieszaj, dodaj sól (2 -3 szczypty na porcję lub do smaku) i podsmaż chwilę, aż będzie gorące.
    Porcję wyłóż do  miski. Na wierzchu ułóż smażony tempeh, na środku kiełki soczewicy i obok dwa kawałki cytryny. Podawaj na większym talerzu, obsypanym np. kolorowym pieprzem. Smacznego!


                                                                        
***

Tyle na dziś. Słońce mi już trochę zaszło, ale zaraz będzie tu Yanka i czas popłynie dalej. See you soon!

I pamiętaj... jedzmy ładnie.




środa, marca 6

GREAT BRITAIN EDITION

Nie pamiętam jak to było przez pół roku gapić się w sufit i nie mieć żadnych zobowiązań i robić nic, albo tylko to, na co spontanicznie przyjdzie ochota. Chyba narzekałam wtedy. Więc może nie będę narzekać teraz, bo generalnie nie dogodzisz o.O Ale faktem jest, że doceniam znacznie silniej każdą drobną chwilę, którą mam dla siebie. W której mogę zapchać głowę powietrzem i bezmyślnie dryfować. Spędziłam ostatnio 10 zajebistych dni z plecakiem na plecach i Teską u boku w Wielkiej Brytanii. Bardzo odświeżający psychicznie, oczyszczający, oderwany. I pełen inspiracji i pozytywnej ludzkiej energii. 




Nie mogę napisać, że bywałam w brytyjskich restauracjach :D. Portfele jak na tamtejsze ceny miałyśmy cieniutkie ^^. Żywiłyśmy się głównie kanapkami z chleba tostowego i doughnut'ami xD. I'm a doughnut monster! - jak ogłaszał napis na opakowaniu. :P Doughnut'y jedzone w nocy na przystanku, doughnut'y do piwa, doughnut'y jedzone w słońcu na trawie Necropolis w Glasgow. W końcu doughnut'y jedzone z szalonym starszym panem na ulicy. Doughnut'y z cukrem pudrem, doughnut'y z różową lukrową polewą i perełkową posypką *.* Doughnut'y z czekoladą i nadziewane marmoladą wiśniową. Wypchane powietrzem i pełne glutenu. Sztuczne, przesłodkie. PYSZNIE UZALEŻNIAJĄCE.







Udało nam się parę razy zjeść też coś normalnego. W Glasgow trafiłyśmy na tzw. Putlock party. Każdy z gości wchodzi ze swoim ulubionym jedzeniem. Podobno łosoś pieczony w folii na poduszce ze szpinaku i papryki był pyszny, ale tego nie mogłam spróbować :c. W Cardiff gotowałyśmy z naszym hostem. Pyszne i gorące warzywne stir-fry z czarnym i brązowym ryżem i sosem z czarnej fasoli + podsmażany makaron ryżowy z dymką *.* omniom niom. Szamane obowiązkowymi pałeczkami - doprawiane wciągającymi i inspirującymi rozmowami z rozbrajająco zabawnym Ermanno.
I prowizoryczne śniadanie na walijskich łąkach na wybrzeżu. Wiatr, kanapki z paprykarzem warzywnym, cheddarem i imbirowym dżemem morelowym.I owce. OWCE! :D Tysiące, miliardy powolnie, bezstresowo pasących się owiec. Ich flegmatyzm, mięciutkie futerko i drobne czarne kopytka. Czy ty też, kiedy patrzysz jak żują trawę, masz wrażenie, że świat zaczął działać w slow-motion? o.O Musiałam w którymś z poprzednich żyć być owcą. Mamy wspólny temperament i tempo życia xD.
No i Open Mic Night w Manchester w knajpie Deaf Institute. Bez jedzenia, bo już nas nie było stać, ale z dużą ilością fajnego alkoholu stawianego przez hmm chyba Laurę :P. I dużo alternatywnej muzyki na żywo. 




Wrócę na pewno. Na pewno latem. A później... może na dłużej? Pół roku? Rok? W Glasgow. Na pewno w Glasgow. I łąki. Walijskie łąki.




PZDR Z WIELKIEJ BRYTANII ;]


Oczekuj świeżych przepisów w najbliższym czasie. 

PS Jeśli będziesz kiedyś w Glasgow, polecam vegańską knajpę STEREO! Duży lokal z wysokoprocentowymi alkoholami i sporym klubem muzycznym w piwnicy. Plus - świeże, porządne i szybkie ekologiczne żarcie vegan terror. I fajna, pro-społecznościowa obsługa. Mega inspiracja dla mnie.
I cydr! KOPPABERG owoce leśne - jak gdzieś dorwiesz, nie waż się nie spróbować! :D

sobota, stycznia 19

FINGER-FOOD II: goodbye party



Finger-food jest fajny. Jest radosny i stworzony do dzielenia się. Cieszę się, że towarzyszy mi przy pożegnaniach, bo sprawia, że są prostsze. Nadziewane nektarynki z poprzedniego wpisu przygotowywałam z Piotrem podczas naszego dwu-dniowego pożegnania. Pierwszego dnia radośnie się spiliśmy xD. Drugiego - radośnie gotowaliśmy. To było dobre pożegnanie :]. Tym razem żegnamy J. Miałam o tym nie pisać, ale - hej! - mówimy o J. :D.

Cytując J. i Yankę:
- bo nieważne co! Ważne, że LUDZIE GADAJO! :D

Czytając to, będzie się więc taplać w 'sosie własnym' ogólnoistnienia, kisielu własnego rajfurstwa i blasku diamentów własnego diwowstwa. A my - prosty ludu - my będziemy to podziwiać i wielbić! I płakać i śmiać się, bo... do kurwy nędzy... w całym tym bagnie - gdzieś po kryjomu - było FAJNIE.


I choć na tym przypadkowym mini przyjęciu (kiedy mieliśmy z Hermanem po prostu zrobić zdjęcia mojego żarcia u J.), nie wiedzieliśmy jeszcze, że się żegnamy... Dla mnie ono było idealnym goodbye party. Miłe, proste i spontaniczne. Ciepłe. Ciepłe.

Ciepłej Warszawy J. :*


ROLADKI SEROWE Z POLSKĄ SUSZONĄ ŚLIWKĄ I MANGO:                     





składniki:

- mango
- polska suszona śliwka
- ser żółty wędzony
- cukier trzcinowy
na sos:
- 4 łyżki dżemu morelowy
- 4 łyżki soku z cytryny
- 1,5cm korzenia imbiru
- 2 łyżki sos sojowy
- płaska łyżeczka curry

wykonanie:
Postaw rondel na ogniu. Wymieszaj w nim wszystkie składniki sosu i podgrzej je. Odstaw. Kiedy sos ostygnie, zsiądzie się. Rozrzedź go wtedy wodą. Odstaw. Rozgrzej odrobinę oleju na patelni i smaż na niej pokrojone mango - posypane cukrem - aż się skarmelizuje. Odstaw. Plastry sera - jeśli są szerokie - przekrój wzdłuż na pół. Każdy serowy pasek smaruj sosem. Na początku połóż śliwkę i mango. Zwijaj roladki i zabezpieczaj je wykałaczkami. Gotowe roladki rozłóż na ciemnym talerzu i ozdób skórką z cytryny.
 

***
 

KORECZKI Z MARYNOWANEGO TOFU, OGÓRKA I POMARAŃCZY:                  






 
składniki:

- 180g tofu
- ogórki marynowane (najlepiej w zalewie musztardowej)
- pomarańcza
na marynatę do tofu:
- 3 łyżki sosu sojowego
- 2 łyżki soku z pomarańczy
- 1 łyżka soku z cytryny
- olej

ewentualnie:
- roszponka do ozdoby 








wykonanie:
Pokrój tofu w niewielką kostkę. W misce wymieszaj składniki marynaty i wrzuć do niej tofu. Zamieszaj jeszcze raz i odstaw na pół godziny do lodówki. W tym czasie pokrój ogórka wzdłuż. Jeśli nie był marynowany w zalewie musztardowej, wrzuć go do miski z odrobiną musztardy i wymieszaj. Odstaw do lodówki. Pomarańczę obierz i pokrój na drobne kawałki.
Zamarynowane tofu smaż na odrobinie oleju - podlewając co chwilę marynatą, aż ta się skończy, a tofu będzie ciemnobrązowe i chrupkie na zewnątrz.
Na dłuższą wykałaczkę lub pocięte patyczki szaszłykowe nabijaj kolejno: pofalowany dwukrotnie plaster ogórka, kawałek pomarańczy i kostkę tofu. Układaj symetrycznie na prostokątnym talerzu, odzobionym np. roszponką.

***
 

BLINY PIWNE Z SAŁATKĄ BURACZANO-CHRZANOWĄ I ROSZPONKĄ:              




składniki:




na bliny:
- piwo porter
- mąka orkiszowa lub gryczana
- soda oczyszczona
- sól
- 2 łyżki cukru
na sałatkę:
- 3 średnie buraki
- 3 ogórki kiszone
- chrzan
- pęczek koperku
- 1 łyżeczka cukru
- sok z cytryny
- sól, pieprz
na roszponkę w dressingu:
- roszponka (rukiew wodna)
- olej
- cukier
- sok cytryny


wykonanie:
Trzepaczką wyrób ciasto z podanych składników. Proporcja piwa do mąki jest zależna od piwa i wilgotności mąki, ale możemy przyjąć wstępną zależność 1szkl. piwa - 1,5 szkl. mąki. Ciasto ma mieć konsystencje gęstego ciasta naleśnikowego. Odstaw je na chwilę, zamieszaj jeszcze raz i smaż na niemal suchej patelni - z obu stron. Łyżka ciasta będzie w sam raz na jedną porcję. Odstaw.
Buraki zetrzyj i ugotuj. Odcedź i wymieszaj z posiekanym koperkiem, ogórkiem kiszonym i chrzanem. Ja lubię ostro, bo bliny są łagodniejsze, ale zrób to według własnego uznania. Dopraw sokiem z cytryny, solą i pieprzem.
Wymieszaj w słoiku składniki dressingu (proporcja oleju do cytryny 2:1). Zalej nim umytą roszponkę i wymieszaj. Odstaw.
Na bliny nakładaj sałatkę buraczano-chrzanową i układaj na talerzu. Wierzch blin ozdób roszponką.


***
 
 
I pamiętaj... mnie.
 
 
_____________________________________________________________________
PS Zdjęcia jak możesz się domyślać nie moje ;). Po raz drugi gościnnie Paweł Herman Photography. Dziękuję :*

_____________________________________________________________________


niedziela, grudnia 30

FINGER FOOD AND F*CK THE NEW YEAR

Siedzę na łóżku przy zgaszonym świetle, żeby nie straszyć współdomowników maseczką na mojej twarzy. Piszę na klawiaturze, która nie uskutecznia 5-ciu klawiszy i - a co tam! - nie mam soczewek! Dzieje się... -_-' 

Dzień przed sylwestrem. I co się cieszysz? Nienawidzę sylwestra niemal tak samo jak urodzin. Wielka światowa presja, żeby wykręcić imprezę roku, która i tak zazwyczaj kończy się tłuczonym szkłem. Ewentualnie - tłuczonym ryjem. Daj buk odlecieć przed północą i 'nie uczestniczyć w tej zabawie' (ukłony dla mamy Y. zawsze aktualne ;) ).
I jak co roku mówisz:
- w dupie to mam. Noc jak każda inna. Zostaję w domu.
I jak co roku tuż przed wpadasz w panikę i zaczynasz skomleć, bo tak ci źle i samotnie. Nie oszukujmy się. Ja nie będę oszukiwać ciebie. Zdarzyło mi się skomleć o 23:50 i paranoidalnie próbować się gdzieś dostać xD. Too late, u looser. Więc tego roku podkulę dumny ogon pod zad, wcisnę flaszkę pod pachę i grzecznie gdzieś podreptam. I - o zgrozo! - pewnie będę się dobrze bawić o.O

Jedzenia nie wezmę. Nie, nie. Mam wolne do końca roku i nie tykam noża. Te 3 proste rzeczy, które ci dziś przedstawię zrobiłam jakiś czas temu. Niech będą wstępem do kilku najbliższych karnawałowych wpisów (zupełnie jakbyśmy mniej imprezowali poza karnawałem @_#), poświęconych jedzeniu typu 'finger food'. 

  
***
Zaczynając od najbardziej podstawowych jednokęsowych kanapek, bo ta pasta naprawdę jest pyszna ;)

JEDNOKĘSOWE KANAPKI Z PASTĄ Z PIECZAREK I FETY:                  



składniki:
- dwie garści pieczarek
- 0,5 opakowania fety
- śmietana
- natka pieruszki
- sok z cytryny
- sól, pieprz

wykonanie:
Pieczarki przesmaż według tych zasad. Wymieszaj jeszcze ciepłe z fetą. Dodaj posiekaną natkę i tyle śmietany, żeby wygodnie nakładało się pastę. Dopraw cytryną, solą i pieprzem.
Dobry twardawy chleb pokrój na małe kwadraciki. Nakładaj po łyżeczce pasty i ozdabiaj listkiem natki. Najlepiej wyglądają geometrycznie i pedantycznie ułożone w rzędy i kolumny na drewnie lub papierze do pieczenia ;).


***
Drugi stopień trudności. Przyrządzałam w ten sposób nektarynki jeszcze w wakacje razem z piotrem - przed jego wylotem z polski. Bardzo dawno temu. Wyszły pysznie. Myślę, że najlepiej ten farsz smakowałby i wyglądał w morelach. Niemniej jednak jest zima xD. Ani nektarynek ani moreli w polsce. Nie szkodzi. Teraz stawiam na melony. Sama w styczniu na pewno je zrobię. Może w ramach 'klamry' właśnie dla piotra, kiedy odwiedzi polskę (?).

PIECZONE NEKTARYNKI Z MUSEM SEROWYM z marynowanymi jalapeno:     


składniki:
- nekatrynki/morele/melon etc.
- bryndza
- ricotta lub serek twarogowy
- lazur
- ewentualnie śmietana
- marynowane papryczki jalapeno
- natka pietruszki
- sok z cytryny
- sól, pieprz
- cytryna do ozdoby

wykonanie:
Nektarynki/morele przekrój na pół. Melony obierz ze skóry, wyczyść z pestek i pokrój na niewielkie kawałki. Możesz podciąć nieco spody, żeby stały stabilniej. Możesz je nieco wydrążyć, jeśli kawałki są mało obłe. Sensownie. Owoce najlepiej zgrillować, ale jeśli - jak teraz - jest zima i nie masz patelni grillowej (nad czym ja wciąż ubolewam :c ), wstaw je po prostu na kratce do  mocno rozgrzanego piekarnika. 
Mus jest banalny. Weź taką samą ilość każdego z serów i zmiksuj z natką pietruszki na gładką masę. Wymieszaj z drobno posiekaną jalapeno (ilość w zależności od ostrości, jaką chcesz osiągnąć - jalapeno raczej nie jest bardzo ostra), sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Jeśli masa jest za gęsta, dodaj śmietany i dopraw ponownie. 
Pozwól owocom nieco przestygnąć, żeby mus nie rozlał się na nich pod wpływem ciepła. Nakładaj porządny kopiec. Obok każdej porcji połóż zwinięty plasterek cytryny  - jak do łososia. Jestem fanką kwasów, więc na pewno bym z niej skorzystała ^^.


 ***
I na koniec nieco bardziej wymagająca manualnie przekąska :D. W polsce raczej nie jada się omletów w ten sposób. W japonii zimny omlet(tamago) - np. do nigiri czy jako zwieńczenie zupy - jest czymś naturalnym. Nazywam to więc mało wyszukanie xD:
POLSKIE TAMAGO:                                                  



składniki:
- jajka (po trzy na jeden omlet)
- szpinak w liściach
- feta
- czosnek
- sok z cytryny
- sól, pieprz

wykonanie:
Na oleju przesmaż krótko czosnek. Dodaj szpinak (powiedzmy mała garść zblanszowanego lub mrożonego na jeden omlet). Podgrzej i dopraw sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Odstaw.
Do miseczki wbij jajka. Posól, popieprz i rozbełtaj. Dodaj doprawiony szpinak i troszkę pokruszonej fety. Ważne, żeby dodatków nie było bardzo dużo, bo omlet się nie zwinie. Na rozgrzane masło z olejem wylej masę jajeczną. Mieszaj łopatką dopóki się w połowie nie zsiądzie - jak bardzo luźna jajecznica. Wtedy rozprowadź równomiernie na patelni. Kiedy wierzch będzie prawie ścięty, ale jeszcze mokry i lepki, zacznij zwijać omlet delikatnie łopatką (lub dwiema, jeśli ci wygodniej) - formując ciasną roladę. Staraj się nadać jej kanciasty kształt. Pierwszy może nie wyjść, ale kurde... pomyśl, że w japonii robią to pałeczkami o.O  
Kiedy rolada omletowa przestygnie, krój ją naprzemiennie prosto i pod kątem (jak na zdjęciu) i układaj na półmisku. Możesz po prostu posypać szczypiorkiem lub podać z sosem np. pomidorowym. Albo z sosem sojowym wymieszanym z wasabi w osobnej miseczce. Cokolwiek.

W alternatywnej wersji wymieszałam omlet z salsą paprykową z poprzedniego wpisu. Dodatki zależą tylko od twojej inwencji. Have fun!



***
Nie spij się w sylwestra za mało. Nie pamiętaj północy. Ukryj przed sobą własny telefon i nie rób żadnych noworocznych postanowień. 
I pamiętaj... byle do kwietnia!



piątek, listopada 2

GOOD TO BE BACK... :]


Minęły niemal trzy miesiące od ostatniego wpisu. Wiele osób pytało mnie czy zarzuciłam już bloga. Jak widać nie. Przez te trzy miesiące moje życie biegło w szalonym tempie. Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj stawiałam pierwsze wystraszone kroki w Spółdzielni. Ale wiele już razem przeszliśmy. Wiele się zmieniło. I wiele się jeszcze zmieni. Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam być teraz w Anglii. Życie jest przewrotne. Trudno stwierdzić czy ja mam nad nim kontrolę czy ono nade mną. Życie jest przewrotne. Ale faktem jest, że nigdy nie miałam takiej swobody kulinarnej w żadnej pracy dla 'szefa'. Jestem w miejscu, gdzie wszyscy są równi i dobrze mi tu. Każdego dnia eksperymentuję, rozwijam się. Uśmiech naszych gości i pochwały z ich ust są nieocenione. Anglia odpływa przy nich daleko, daleko poza mój zasięg. Jestem ciekawa zimy. Czuję, że będzie przełomowa. Tak. To będzie dobra zima.  

A z okazji mojego powrotu - inspirowane cholerną jaskrawą zielenią mojego nowego cudo-mieszkania (10m2? O.o) i dziwną cukiniową fazą, w którą jakiś czas temu wpadłam - dwa zielone, cukiniowe przepisy ;). Let's twist it up!

SPAGHETTI Z PESTO I CUKINIĄ:



składniki:

pesto bazyliowe:
- pęczek bazylii
- garść startego grana padano (lub innego twardego, intensywnego sera)
- ząbek czosnku
- oliwa z oliwek
- sól
- sok z połowy cytryny (osobiście daję więcej, ale jestem uzależniona od cytryny xD)

plus:
- makaron spaghetti (1/4 - 1/5 paczki na porcję)
- kilka plasterków cukinii na porcję
- sól, pieprz

wykonanie:
Najpierw zmiksuj pesto bazyliowe z podanych składników. Makaron ugotuj tak, jak lubisz. Ja akurat wybieram al dente, ale wpieprzać rozgotowany to żaden wstyd :D. W czasie gotowania makaronu, rozgrzej na patelni oliwę i podsmaż na niej cukinię przyprawioną pieprzem i solą (krótko, ale na mocnym ogniu - ma być zrumieniona, ale wciąż półtwarda - dojdzie jeszcze na talerzu od ciepła własnego). w garnku wymieszaj odcedzony makaron z pesto. Wyłóż na środek talerza. Posyp wiórami parmezanu wyskrobanymi nożem. Ozdób świeżą bazylią i ćwiartkami cytryny, które każdy może wycisnąć do smaku. Talerz skrop pesto i smacznego! Jedz póki gorące.


ZIELONE RISOTTO NA BRĄZOWYM RYŻU Z ORZEŹWIAJĄCĄ PAPRYKOWĄ SALSĄ:


składniki:
- oliwa z oliwek
- 100g ryżu na porcję
- 1l bulionu
- 1 ząbek czosnku
- wiązka świeżego szpinaku
- zimne masło
- grana padano lub inny twardy, intensywny ser

salsa paprykowa:
- 1szkl. posiekanej w drobną kostkę kolorowej papryki
- sok z cytryny
- oliwa z oliwek
- mała garść posiekanej natki pietruszki
- sól, pieprz

wykonanie:

Zacznij od salsy paprykowej. Wymieszaj wszystkie składniki i dopraw do smaku. Cytryna powinna być wyczuwalna. Schowaj do lodówki.
Na patelni rozgrzej oliwę. Wsyp ryż i podsmażaj do zeszklenia. Usłyszysz jak delikatnie trzaska. Wtedy dodaj rozgnieciony czosnek, zamieszaj i wlej chochlę bulionu. Pozwól mu się wchłonąć, mieszając co jakiś czas. Dodaj kolejną chochlę. I tak do ugotowania ryżu. W przypadku ryżu brązowego to długotrwały proces, więc znajdź sobie jakieś poboczne zajęcie ;). Sprawdzaj co jakiś czas smak ryżu, bo w zależności od bulionu łatwo go przesolić. Jeśli uznasz, że jest za słony, zacznij dodawać wodę zamiast wywaru. Pod koniec gotowania ryżu, dodaj garść tartego sera i posiekany szpinak (ewentualnie dopraw pieprzem i sokiem z cytryny). Podgotuj jeszcze chwilę, aż zwiędnie. Wyłącz. Dodaj kawałki zimnego masła i pozwól mu się rozpuścić, delikatnie mieszając. 
Na patelni rozgrzej oliwę i podsmaż na niej paski cukinii (najlepiej małej). Przypraw solą, pieprzem i skrop sokiem z cytryny (uważaj - może się zapalić). 
Na środku talerza ułóż risotto. Możesz je uformować ręcznie, za pomocą drewnianej łyżki lub przy użyciu specjalnych metalowych obręczy kucharskich. Na ryżu rozłóż paski cukinii. Naokoło wyłóż schłodzoną salsę paprykową. Całość skrop pesto lub oliwą i podawaj.  

***

PS
Spotkało mnie powszechne niestety w blogowych kręgach przykre doświadczenie. Ktoś przywłaszczył sobie przepis na moje vegańskie burgery :c. Drodzy blogerzy, małe ostrzeżenie dla was. Wklejam link do bloga my little vegan world. I dla porównania oryginał: http://foodaua.blogspot.com/2012/05/my-ultimate-vegan-burger.html. Smutne, że support google olewa sprawę. Ale doceniam administratorów vegespot.pl, którzy na moją prośbę usunęli ten wpis ze swojego serwisu. Wielkie dzięki ;). 

Tyle na dziś. Czytamy się znów niebawem. Wracam na dobre z bagażem wytwistowanych w kosmos pomysłów! :D

Wierzcie we mnie i pamiętajcie... jedzmy ładnie!


czwartek, lipca 19

SPÓŁDZIELNIA ORGANIC BAR & PORTOBELLO VINTAGE BUTIK


No ja wiem, stylówkę to mam na żula. Hmm wydaje mi się, że 'żulerka' to styl ponadczasowy. I nawet eco! Bo te jeansy będę nosić aż się rozpadną, a tamta koszulka dostanie trzy różne życia - aż skończy pofarbowana, poszarpana i błagająca o litość o.O Androgyniczno-szmaciarski styl znam doskonale xD. Ale modę ogólną zostawiam specjalistom. Takim jak Justyna.

Jestem dumna z Justyny. Obie popie*doliłyśmy ASP i teraz stawiamy na spełnianie się w tym, na czym zależy nam najbardziej. W modowym kierunku Justyna rozwija się świetnie i dobrze się na to patrzy. Tym bardziej cieszę się, że mogłam ostatnio aktywnie uczestniczyć w otwarciu przeniesionego na Kazimierz butiku Portobello, w którym pracuje J. - zajmując się cateringiem w kooperacji z nowo otwartą knajpą Spółdzielnia. Catering oczywiście wege!

I tu w tym miejscu mam przyjemność pochwalić się, że 'spółdzielniana' ekipa zechciała przygarnąć mnie pod swoje skrzydła i teraz pracujemy razem ;). Więc jeśli chcesz spróbować pierwszego wege-fast-food'u w krk, pogadać ze mną o jedzeniu i nie tylko - najlepiej w akompaniamencie dobrego, zimnego piwa... wbijaj na Meiselsa 11!
Przechodząc do meritum... Siedzę na parapecie okna w moim nowym syfiastym pokoju syfiastego mieszkania koleżanki z pracy i popalam spokojnego papierosa. Za godzinę mam być w pracy, więc wrzucam coś na szybko - jedna z rzeczy, których można było skosztować na cateringu u J. i oficjalnym otwarciu Spółdzielni. Zmiany. W końcu.

KĄSKI ORZECHOWE Z SOCZEWICĄ I SELEREM I MIODEM:


składniki:
- 1szkl mieszanych orzechów - włoskich i arachidowych
- 2/3szkl zielonej soczewicy
- dwa małe młode selery z liśćmi (lub poza sezonem jeden duży)
- natka pietruszki
- 2 łyżki cukru trzcinowego
- 2 łyżki sosu sojowego
- 1 łyżeczka garam masali
- 1 łyżeczka lubczyku
- 2 łyżeczki majeranku





wykonanie:
Orzechy upraż na suchej patelni. Zblenduj je pulsacyjnie, żeby zachować fakturę grubego piasku. Odstaw. Soczewicę i seler ugotuj. Zmiksuj je razem na dość gładką masę. Wymieszaj ją z orzechami, miodem, sosem sojowym i przyprawami. Dodaj po dwie garści posiekanych liści selera i natki pietruszki. Wymieszaj. Za pomocą dwóch łyżek formuj niewielkie kąski i układaj je na papierze do pieczenia. Wrzuć do piekarnika na 20min. 180st. Podawaj na ciepło lub zimno z sosem. Z sosem do burgerów jest naprawdę w pytę. Z jakimś słodko-kwaśnym też siądzie. Ja ostatnio jadłam z musztardą z dodatkiem czarnej porzeczki ;)

Tyle na dziś. Jak trochę się ogarnę, wrzucę coś większego ;). Tymczasem raz jeszcze zapraszam w dwa aktualnie najbliższe mi miejsca:

Spoldzielnia Organic Bar & Take-away 
Portobello Vintage Butik

I pamiętaj... jedzmy ładnie! xD